Przypowieść 1

Dawno, dawno temu, w pozaprzeszłym wieku, żył sobie słynny i odważny podróżnik. Miał na imię Gules Verr. Mnóstwo krajów zamorskich odwiedził, niezliczoną ilość mórz  przepłynął. Na swojej brygantynie, znanej we wszystkich portach morskich, nie lękał się pokonywać oceanów, szukając nowej wiedzy, gdyż był on nie tylko podróżnikiem, ale również przyrodnikiem, filozofem i pisarzem.

Pewnego razu, w samym centrum ogromnego oceanu na swojej drodze napotkał wyspę. Nie było jej na mapach słynnego marynarza. Zaintrygowany, Gules Verr dał rozkaz kapitanowi brygantyny zbliżyć się do terra incognita i spuścić na wodę szalupę. Dobiwszy do brzegu , podróżnik z grupą marynarzy udał się w głąb wyspy. Było w jej przyrodzie coś niezwykłego: drzewa, trawy, kwiaty, owoce – wszystko było piękne i absolutnie nieznane. Nawet ptaki śpiewały jakoś inaczej.

Nagle ukazała się przed nimi piękna polana, a pośrodku tej polany rosło niewielkie drzewo. Trudno go było do czegokolwiek porównać, a na gałęziach wisiały owoce rzadkiej urody: soczyste, rumiane, pachnące i nie podobne do żadnego z zamorskich owoców, których niemało dane było skosztować do tej pory słynnemu podróżnikowi. Jak magnesem przyciągnęło podróżnika drzewko i, zapominając o ostrożności, Gules Verr zerwał jeden owoc i skosztował. Smak jego był wyjątkowo przyjemny, ale opisać go jakimkolwiek znanym podróżnikowi słowem było bardzo trudno: ani słodki, ani kwaśny, nie cierpki, nie gorzki. Smak był taki, że zachciało się natychmiast zjeść cały owoc, rozkoszując się jego soczystym  miąższem.

Ugasiwszy nagłe pragnienie tajemniczym owocem , Gules Verr obrócił się żeby przywołać swoich marynarzy, którzy tym czasem porozchodzili się, badając okolice. Ale stało się coś niezwykłego: świat  nagle w jakiś dziwny sposób się zmienił. Trudno to przekazać słowami: zmieniły się odcienie barw, inaczej zabrzmiało gęste upalne powietrze. Ale najważniejszym było co innego – przez ciało podróżnika przeszły dziwne, ale przyjemne dreszcze, wibracje, a następnie poczuł jak jego świadomość zaczyna łączyć się z czymś ogromnym, bezdennym, niepojętym i zarazem bezgranicznie mądrym. Jak by ogromna fala czyjejś wiedzy gwałtownie napłynęła na niego, porwała, zakrążyła i poniosła prosto do oceanu tej wiedzy. I wcale się temu nie chciało sprzeciwiać. Jak by ktoś zdjął opaskę z dotychczas nie widzących oczu. Przyszła świadomość, że świat jest podzielony na trzy części: obóz Dobra, obóz Zła i ludzi, którzy tego wszystkiego nie wiedzą. I jak pomiędzy tymi obozami toczy się wieczna walka o tych ludzi nie wiedzących. Przyszła świadomość jak jest stworzony człowiek i jak łatwo można uniknąć chorób i osiągnąć szczęśliwą długowieczność. Przyszła świadomość tego w jaki sposób korzystać ze Zdrowomyślenia i unikać nieprawidłowej oceny zdarzeń. I wiele, wiele, wiele innych.

Po minucie, ocknąwszy się z tego opętania Gules Verr zauważył, że marynarze już zebrali się wokół niego. Poruszony przeżytymi odczuciami, podróżnik zaczął zachęcać marynarzy żeby skosztowali tajemniczych owoców, ale stało się coś niespodziewanego i nie wytłumaczalnego: część z nich odmówiła spróbowania, inni nadgryzali i wypluwali , krzywiąc się – aż tak niesmacznymi pokazały się im te owoce.

Widząc to wszystko, Gules Verrkazał zebrał pełny kosz nieznanych mu płodów i pospieszył na statek. Ale i tam stało się to samo. Nawet kapitan, mądry i doświadczony człowiek, zachował się dziwnie – on jak by nie słyszał swojego mocodawcy. Patrzył na kosz pełen cudownych owoców jakby nic w nim nie widział. Wszystko to zaskoczyło podróżnika, ale zdecydował nie tracić więcej czasu tylko jak najszybciej ruszyć w drogę powrotną – do ojczyzny, żeby opowiedzieć światu o swoim dokonanym odkryciu i dać swoim bliskim i przyjaciołom skosztować tych cudownych owoców, żeby oni również odczuli to samo co on.

Gdy szczęśliwie dobili do ojczystego brzegu, Gules Verr przede wszystkim opowiedział całą historię swojej rodzinie i bliskim znajomym. Opowiadając o nabytej wiedzy, był pewien, że zachęceni chociażby możliwością szybkiego polepszenia swojego zdrowia ludzie natychmiast zechcą skosztować zamorskich owoców, żeby sprawdzić prawdziwość słów Podróżnika. Ale zdarzyła się taka sama sytuacja jak na statku: ku jego ogromnemu zdumieniu nawet najbliżsi, kochający go ludzie odwracali się od kosza, w którym leżały owoce, mimo długiej podróży pełne apetycznego wyglądu. Daremnie, drżąc z podniecenia, a później – z rozpaczy podróżnik przekonywał do skosztowania nowej wiedzy – przecież ona mogłaby drastycznie zmienić ich Zycie na lepsze. Jakby jakaś nieznana i niewidoczna blokada powstała pomiędzy ludźmi, a koszem z owocami. Większość mówiła tak: „my czegoś takiego nigdy nie próbowaliśmy, nasi przodkowie tego nie znali, a więc i nam nie przystoi. Nieliczni, nie chcąc obrazić podróżnika, odgryzali mały kawałeczek owocu, krzywili się i mówili „do niczego co znamy nie jest to podobne” – i odchodzili.

Wiedząc, że racja jest po jego stronie, Gules Verr dalej próbował przekonywać. Pragnąc podarować wszystkim ludziom – znajomym i nieznajomym – wiedzę jak pozbyć się chorób i unikać ich w przyszłości, zaczął on pisać artykuły w gazetach, rozmawiać z ludźmi na ulicach. Dochodziło aż do tego, że zatrzymywał mieszkańców miasta, wychodzących ze sklepików spożywczych i usiłował wytłumaczyć, że większość produktów, które oni zakupili – to trucizna dla ich organizmów i koniecznie trzeba zmieniać sposób odżywiania się. Skończyło się wszystko tym, że w społeczeństwie zaczęli go traktować jako dziwaka, z którym coś się stało podczas kolejnej podróży. Widząc daremność swoich wysiłków uratowania, jeśli nie całego świata, to chociażby bliskich mu ludzi, podróżnik odosobnił się w swoim domu i w samotności rozkoszował zapasem przywiezionych owoców, poszerzając swoją Wiedzę. Stało się dla niego jasne i to, że zarówno w jego rodzimym kraju jak i na całym świecie są ludzie (i jest ich niemało), którzy tak samo widzą świat jak on. Nawiązawszy z nimi kontakt, Gules Verr kontynuował zgłębianie swojej wiedzy, dotyczącej zdrowia człowieka i ustroju świata. Jak się okazało, dwie te rzeczy są ściśle ze sobą związane.

Ale gorycz i żal z powodu bezskuteczności prób podzielenia się swoją praktyczną wiedzą i zachęcenia swoim przykładem najbliższych mu ludzi nigdy nie opuściły podróżnika. Zresztą po tym zdarzeniu stał się on bardziej filozofem i pisarzem. Gules Verr nadal jeszcze przemierzał morza i oceany ale zainteresowanie tym wygasało – tyle nierozwiązanych problemów pojawiło się przed jego po-nowemu patrzącymi na świat oczami

Mijały lata. Gules Verr zmienił styl życia, zrezygnował ze starych przyzwyczajeń. Nowa wiedza pozwoliła mu wyleczyć stare choroby, a nowe nie pojawiały się. O lekarzach Gules Verr i nie wspominał, czego nie można było powiedzieć o jego bliskich. Jeden za drugim odchodzili, rodzina, przyjaciele, a także ci, co podśmiewali się z jego nowych „diet” i „teorii”. Te niełatwe lata wypracowały u niego pokorę przed twarzą przebiegu zdarzeń, ale główne uczucie, które wypaliło się i tli węgielkiem głęboko na jego duszy i nie opuszczało go – to był BOLEŚĆ. To nie był ani żal do ludzi ani obraza na jakąś nieznaną mu siłę, która zabraniała, blokowała i nie pozwalała ludziom przyjąć nowej i życiowo ważnej dla nich informacji. Boleść – to było najlepsze określenie uczucia, które na zawsze w nim zamieszkało.

Minęło wiele lat i pewnego razu przypadek sprowadził siwego już, ale nadal bystrego umysłem filozofa do dalekiego kraju zwanego Rosją. Tam dane mu było przebywać w pomieszczeniu, gdzie wisiał obraz, nazwany przez malarza „Chrystus na pustyni”. Gdy stary filozof zobaczył ten obraz, nie mógł oderwać od niego wzroku i stał przed obrazem bardzo, bardzo długo. Wzroku swojego on nie mógł oderwać od twarzy Chrystusa. Wpatrując się w zmizerniałe rysy, spuszczone oczy,  Gules Verr nagle ostro odczuł że możliwe jest, iż twarz ta wyraża taką samą BOLEŚĆ. Boleść od świadomości, że istnieją Wiedza, Prawda, które mogą pomóc światu, i uzmysłowienia sobie, że tej Wiedzy i Prawdy ludzie nie będą w stanie dostrzec, nie będą potrafili lub nie zechcą nawet spróbować dostrzec.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s