Glistnik kontra brodawka. Moc „zielonej apteki”

Z osobistego doświadczenia autora.
Około 16-17 lat temu na wewnętrznej stronie lewego przedramienia, mówiąc naukowo (albo pomiędzy łokciem a nadgarstkiem na lewej ręce, mówiąc prościej) ni z tego ni z owego pojawiła się maleńka brodawka – wielkości łepka od szpilki .
Boleć nie bolała, o sobie nie przypominała, niczym nie dokuczała. Po prostu cicho i spokojnie rosła sobie i rosła. I do 2012 r. urosła do wymiarów niewielkiego ziarenka grochu. Fotodokument poniżej:

DIGITAL CAMERA

Jako że ten nieszkodliwy, ale nie zbyt estetyczny nowotwór nie dawał żadnej nadziei na samolikwidację, autor, będąc już prawie trzy lata na surowojedzeniu, postanowił nie czekać lecz działać. Na początek odbyła się wizyta u wykwalifikowanego specjalisty w białym fartuchu, dumnie nazywającego się  „dermatolog”. Lekarz po oględzinach obiektu, podlegającego (zdaniem autora) likwidacji, odpowiedzialnie oznajmił, że owszem jest to brodawka, przypadek standardowy, usunąć ją można, ale ponieważ jest ona duża to metodą krioterapii (ciekłym azotem) nie da się jej pokonać, lepiej próbować metodą chirurgiczną. Chirurgów autor darzy szacunkiem, to jest fajny zawód, ale sama myśl o skalpelu jakoś go nie inspirowała.

Dlatego, posiadając już w tym czasie pewien zapas wiedzy oraz wiarę w moc tradycyjnej (należy czytać – ludowej, wielowiekowej) medycyny, autor postanowił powierzyć się doświadczeniom przodków. Po przeanalizowaniu licznych informacji oraz po przesłuchaniu w Internecie rekomendacji WŁAŚCIWYCH ludzi, autor postawił na taką wspaniałą leczniczą roślinę jak glistnik. Można go spotkać prawie wszędzie w Polsce, płacić z receptę nie trzeba. Pierwotnie była wypróbowana metoda smarowania brodawki żółtym sokiem rośliny, codziennie po dwa razy. Trwało to około półtora tygodnia i według oceny wizualnej żadnych efektów nie przynosiło. Wówczas autor postanowił wypróbować drugi wariant – bardziej radykalny, który był zaczerpnięty z Internetu od jednego szanowanego przez autora starca. Przepis był następujący: rozdrobniony glistnik został zalany octem i otrzymana substancja (nastój z papką) była nakładana na brodawkę punktowo oraz zaklejana plastrem aby owy „kompres” nie przesuwał się. Takie procedury opatrywania były przeprowadzane codziennie. Starzec „ chybił ” jedynie w określeniu terminu odpadnięcia brodawki. Według jego słów likwidacja narośli powinna była nastąpić po kilku dniach. W przypadku autora tak się nie stało. Ale ponieważ w brodawce zdecydowanie zaczęły zachodzić jakieś delikatne zmiany (kształt, kolor), to autor zdecydował uzbroić się w cierpliwość i iść do zwycięskiego końca (swojego lub brodawki  🙂  ). Jedynymi nieprzyjemnymi odczuciami było szczypanie i lekkie pieczenia w momencie przykładania nowego kompresu, które po kilku minutach zanikały. W końcu, po około TRZECH (!!!) tygodniach podczas kolejnej zmiany opatrunku razem z odklejonym starym glistnikowym kompresem autor ujrzał też odpadniętą brodawkę, wyglądającą jak strupek. Na ręce, w miejscu gdzie dotychczas żyła brodawka widać było niezbyt estetyczną rankę przypominającą mini-krater. Dołek, krótko mówiąc. Osoby o słabych nerwach proszone są o nie oglądanie foto, a dla ciekawskich i medyków – fotodokument poniżej.

Dwie fotografie autor wykonał osobiście za pomocą cyfrowego mikroskopu z powiększenie około 100-150 razy:

Wokół ranki widać ślady zrogowaciałej epidermy, „spalonej” octem.

Po tym żadnych specjalnych działań autor nie podejmował, niczym rany nie smarował, nawet babką lancetową nie zaklejał. Po prostu plastrem z opatrunkiem zabezpieczał na wszelki wypadek. Zagoiło się dość szybko, po kilku dniach. Od tamtej pory (a minęło już 4 lata) – o tej brodawce zostało tylko wspomnienie. A ręka wygląda tak:

papil-03-strel

Za pomocą lupy 🙂 można znaleźć miejsce gdzie żyła kiedyś brodawka. Autor zaznaczył tą mikroskopijną szramę czerwoną strzałką.

Podsumowania nie będzie, wnioski niech każdy wyciągnie sam.

Jeden komentarz na temat “Glistnik kontra brodawka. Moc „zielonej apteki””

  1. Gdy miałam ok.10 lat, zobaczyłam u siebie dokładnie to samo, w tym samym miejscu, również lewa ręka. Bywały sytuację, że mi to przeszkadzało chociażby przy nakładaniu bluzki, gdy dochodziło do ‚zahaczenia’. Jednak mogłam z tym żyć…Jakieś 12 lat później poczułam minimalny ból zakładając koszulkę. Albo w tamtym momencie albo parę dni później zorientowałam sie, że ‚to odstające coś’ przepadło samoistnie.. odpadając/odrywając się. W dniu dzisiejszym (5lat poniżej) zauważam minimalna prawie niewidoczną krostke.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s